polskihorror.pl
strona główna
Rafał Kuleta - Leśniczy
PLENER. POLE ZA DOMEM - WIECZÓR
Jest późny, styczniowy wieczór. Pada deszcz. Dwóch mężczyzn, OJCIEC i SYN, idzie wolno przez rozmokłą polanę w kierunku lasu. Ojciec niesie piłę i siekierę. Co jakiś czas ich stopy zapadają się w rozmokłych bruzdach i koleinach, więc wolą mieć pochylone głowy.
SYN
Ale mokro. Pomyśleć, że to koniec stycznia.OJCIEC
A zobacz, jaka mgła.Patrzą przed siebie. Nie tylko ciemność, ale i mgła skrywa drzewa lasu w oddali.
SYN
Dziwne, wczoraj o tej porze, jak tu byliśmy, to wszędzie był śnieg i mróz.OJCIEC
Globalne ocieplenie.Schodzą z polany na wypełnioną wodą ścieżkę. Przystają i rozglądają się przez chwilę.
SYN
Chyba nikogo nie ma.OJCIEC
Chodź, szkoda czasu.Ruszają, ale coraz trudniej jest im iść.
OJCIEC
Uważaj, bo tu się już bagna robią, tak namokło.SYN
Czuję pod nogami.Woda CHLUPOCZE pod kaloszami.
OJCIEC
Ty co zamierzasz robić po obronie? Wyjedziesz?SYN
Mam nadzieję, że nie będę musiał.OJCIEC
Wiesz, zrobisz, jak będziesz uważał, ale ja osobiście wolałbym, żebyś jednak został w kraju. W swoim fachu robotę znajdziesz wszędzie. I to dobrze płatną.SYN
Wiem, firmy potrzebują inżynierów po automatyce.OJCIEC
Właśnie. A ja co? Sam widzisz. Na starość tylko ten kawałek pola został. Jakoś z matką musimy wszystko do kupy sklejać.SYN
Znajdę dobrą pracę, to wam pomogę.OJCIEC
Zajmij się swoim życiem, to będzie dobrze. My sobie z matką poradzimy.Nagle syn zatrzymuje się. Przykłada palec do ust. Ojciec też przystaje i patrzy na niego.
SYN
Tss. Tam chyba ktoś jest.Ojciec pochyla się i rzuca w trawę piłę i siekierę. Ciągnie do siebie syna, ten kuca.
OJCIEC
(szeptem)
Gdzie kogoś widziałeś?Syn wskazuje palcem przed siebie.
SYN
(również szeptem)
Nie wiem, czy kogoś widziałem, ale tam drzewa się poruszyły.OJCIEC
Wiatr.SYN
Nie, nie wiatr. Poruszyły się dwa drzewa w środku. Te po bokach ani drgnęły.Ojciec wytęża wzrok.
OJCIEC
A teraz coś widzisz?Syn powoli się podnosi i patrzy w dal.
SYN
Teraz już nic się nie rusza.OJCIEC
Poczekajmy jeszcze chwilę. Może to był jakiś dzik.Kucają i rozglądają się nerwowo. Wszędzie panuje cisza. W oddali, tam, skąd przyszli, palą się światła domostw i lamp ulicznych. W ich blasku przejeżdża jakiś samochód.
OJCIEC
Dobra, chodź. Nikogo nie ma. Musiał być wiatr albo jakiś zwierz.Wstają i idą dalej.
SYN
To gdzie dzisiaj tniemy?OJCIEC
A, spróbujemy od lewej. Ładne olchy tam rosną.SYN
Nieźle już ogołociliśmy teren. Zrobiła się polana.OJCIEC
W lesie nie tniemy, tylko przy lesie.SYN
Ale te tereny należą do Parku Krajobrazowego. Są pod ochroną.OJCIEC
A tam, pod ochroną. Wszyscy tu chodzą i wycinają. Widziałeś, ile stary Radowski już naciął? Zerknij sobie przez płot. Się zdziwisz.SYN
No tak, państwo oszukuje ludzi, to ludzie oszukują państwo.OJCIEC
Państwo? Wszystko z człowieka zedrą. Sam wiesz, ile płacimy za ogrzewanie. Gdyby nie te olchy, które i tak dziko rosną, to by było cieniutko, mój drogi. No, ale namachać się trzeba. Spójrz, jakie ładne drzewka.Podchodzą do grupki drzew. Ojciec wskazuje na dość grubą olchę.
OJCIEC
Co myślisz o tej?SYN
No, niezła jest. Tniemy.
Ojciec tnie siekierą te gałęzie, do których może sięgnąć, po czym przystawia piłę do pnia drzewa. Syn chwyta piłę z drugiej strony i zaczynają ciąć. Przepiłowują drzewo, ale ono ani drgnie.SYN
A to drzewo co? Nie chce upadać?OJCIEC
Popchnij je.Oboje pchają drzewo, które w końcu spada na ziemię.
OJCIEC
No i po sprawie.Ojciec bierze siekierę i idzie wzdłuż zwalonego drzewa, obcinając kolejne gałęzie.
SYN
Co zrobimy, jak ktoś nas nakryje?OJCIEC
A kto ma nas nakryć?SYN
Na przykład leśniczy.OJCIEC
Ten to teraz siedzi w ciepłym i popija kawkę. Komu by się zresztą chciało wychodzić w taki ziąb? Już na pewno nie leśniczemu.SYN
Ciekawe, że taki leśniczy nie boi się mieszkać w lesie.OJCIEC
A czego miałby się bać?SYN
No… sam w środku lasu…Ojciec pochyla się i podnosi jeden z końców zwalonego drzewa.
OJCIEC
Dobra, bierzemy.Syn podnosi drugi koniec drzewa i kładzie go sobie na bark.
SYN
Ciężka bestia.Z trudem stąpają po miękkim gruncie. Drzewo jest tak ciężkie, że przystają i kładą je na ziemię. Przyglądają mu się uważnie.
OJCIEC
A wcale nie wydaje się takie ciężkie.SYN
To ze zmęczenia. Dzień w dzień to samo. Chyba już z miesiąc je nosimy.OJCIEC
Pewnie masz rację. Chodź, później odpoczniemy.Podnoszą drzewo i idą dalej. Ale z każdym następnym krokiem jest im coraz ciężej. Z trudem oddychają. Znów rzucają drzewo na ziemię.
SYN
Nie mam już siły. Może by sobie odpuścić na dzisiaj?OJCIEC
Już chcesz iść? Daj spokój. Zostawmy to drzewo tutaj i chodźmy ciąć inne. Później je zabierzemy.Wracają do pozostałych drzew. Syn spogląda do góry, na korony. Widzi, że znów dziwnie się kołyszą.
SYN
Nie ma wiatru, a drzewa się ruszają.Ojciec patrzy do góry, drzewa nawet nie drgną.
OJCIEC
Gdzie ci się drzewa ruszają? Stoją przecież spokojnie.Syn patrzy na polanę. Mgła to opada, to wznosi się. Chłopak ma wrażenie, że zbliża się do nich.
SYN
Spójrz tam. Co za dziwna mgła.OJCIEC
W dupie z mgłą. Lepiej mi pomóż ciąć.Syn pochyla się, chwyta piłę z drugiej strony i razem tną drzewo.
WNĘTRZE SAMOCHODU - WIECZÓR
LEŚNICZY rozmawia przez komórkę.
LEŚNICZY
Cześć, jestem już w drodze do domu. (przerwa) Tak, zaraz będę. (przerwa) No ja też się nie mogę doczekać. (przerwa) Tak, z cytrynką, taką lubię najbardziej. (przerwa) To cześć, na razie.Leśniczy chowa komórkę do kieszeni kurtki. Włącza radio i zaczyna kiwać lekko głową w takt muzyki. Za przednią szybą światło omiata drzewa we mgle.
LEŚNICZY
Co za mgła. Dawno takiej nie było.Mgła za szybą gęstnieje, unosi się i szybko opada. Znów wznosi się gęstymi oparami, po czym prędko opada. Leśniczy wzdycha, kiwając głową.
LEŚNICZY
Coś las dzisiaj ciężko oddycha. Krzywda się dzieje. Znów ktoś wycina drzewa. Cóż, czas na łowy.PLENER. PRZED LASEM - WIECZÓR
Ojciec z synem podnoszą drzewo. Już mają ruszać, gdy ojciec nagle rzuca swój koniec na ziemię. Syn robi to samo.
OJCIEC
Słyszysz to?SYN
Jakiś samochód.OJCIEC
Jedzie w naszym kierunku.Patrzą w osłupieniu na zbliżające się światła samochodu. Nagle oślepia ich biały snop.
SYN
Wiejemy!Obaj stoją jednak jak zakorzenieni. Przed nimi zatrzymuje się samochód. Ojciec i syn są w pełni oświetleni. Patrzą bez słowa na wychodzącego z samochodu leśniczego.
LEŚNICZY
Dobry wieczór panom. Jak tam spacer?Leśniczy spogląda na ściętą olchę leżącą za mężczyznami. Wzrok kieruje w lewą stronę i w świetle reflektorów udaje mu się wypatrzyć siekierę i piłę.
OJCIEC
A dobrze. Świeże powietrze, nie jest za zimno.LEŚNICZY
Tak, ociepliło nam się. Jak tak dalej pójdzie, to nie będzie trzeba ogrzewać chałup.OJCIEC
Ano nie będzie trzeba.Syn zerka na ojca. Ten nie daje nic po sobie poznać.
LEŚNICZY
Wtedy skończy się wreszcie nielegalna wycinka lasu.OJCIEC
No, na pewno.LEŚNICZY
Ale panowie to raczej nie na spacerze, prawda? Widzę ścięte drzewo, piłę, siekierę.OJCIEC
O co panu chodzi? Nie jesteśmy w lesie. To ziemia niczyja. Polana.LEŚNICZY
Tak pan uważa? Ziemia państwowa jest ziemią niczyją, tak?OJCIEC
Ale przecież las jest tam, kilkanaście metrów dalej. Tu jest tylko polana.LEŚNICZY
Myli się pan, te wszystkie tereny należą do Parku Narodowego. To nie jest ziemia niczyja, tylko państwowa i jakakolwiek wycinka na tym terenie jest zabroniona. Zresztą, policja już to dokładnie panom wytłumaczy.Leśniczy sięga po komórkę.
SYN
(błagalnie)
Proszę pana, proszę nie dzwonić na policję.OJCIEC
Przyznaję, ścięliśmy jedno drzewko, ale tylko jedno.LEŚNICZY
Jedno drzewko? (śmieje się i ręką ogarnia całą polanę) Panie, tu był las! Las olch! A pan mi tu mówi, że pan ściął jedno drzewko. No bądźmy poważni.OJCIEC
Ale wszyscy ścinają. Pan się przejdzie po gospodarstwach i sam zobaczy. Wszyscy mają nacięte drzewa.LEŚNICZY
Dziwne, bo ja tylko pana złapałem na wycince.OJCIEC
Niczego nie wycinałem.LEŚNICZY
Tak? A co robi to drzewo za panem?OJCIEC
Leży. Widział pan, że je ścinałem?LEŚNICZY
Proszę pana. To już nie jest zabawne. Nie będziemy się bawić w przedszkole.Leśniczy wybiera numer. Nagle syn podbiega do niego i wyrywa mu komórkę. Na twarzy chłopaka widać dziką determinację.
SYN
Nigdzie nie będziesz dzwonił!LEŚNICZY
Oddawaj tę komórkę, chłopcze, bo cię oskarżę o napaść rabunkową. Żarty się skończyły.SYN
Nigdzie nie będziesz dzwonił.LEŚNICZY
Dawaj tę komórkę, złodzieju!OJCIEC
Nie będziesz nazywał mojego syna złodziejem, ty skurwielu.Ojciec odtrąca leśniczego, który potyka się i upada. Zrywa się jednak szybko na nogi i podbiega do samochodu. Syn chwyta siekierę i podbiega do leśniczego. Zadaje mu cios w plecy. Leśniczy zdziwiony patrzy na chłopaka. Ojciec też z niedowierzaniem patrzy na syna, który zadaje kolejny cios, tym razem w głowę. Leśniczy pada martwy na ziemię. Syn przygląda mu się, głośno sapiąc, po czym zadaje jeszcze jeden cios w głowę. Rozbryzgana krew leśniczego wolno wsiąka w ziemię.
OJCIEC
Synku, kurwa, co zrobiłeś!Syn odwraca się, w jego oczach widać tylko ślepą wściekłość. Zbliża się do ojca, niebezpiecznie trzymając skierowaną ku niemu siekierę.
SYN
To przez ciebie. Kurwa mać, to wszystko przez ciebie!OJCIEC
Ale co ty…SYN
Nic tylko wycinka i wycinka, bo wszyscy wycinają, kurwa, wszyscy, to my też! Dzień w dzień! Jak jacyś, kurwa, drwale zajebani! Nie jestem, kurwa, drwalem, tylko absolwentem Politechniki, mam wkrótce obronę, dostanę super pracę. A ja dzień w dzień chodzę z tobą na te kurewskie drzewa!OJCIEC
Synu, proszę…SYN
Nigdy nie masz dosyć! Wciąż ci za mało! I do czego doprowadziła ta twoja zachłanność! Spójrz!OJCIEC
Synku, spokojnie, pozbędziemy się ciała…SYN
Tego się nigdy nie pozbędziemy! Zgnijemy w pierdlu! Kurwa, zabiłem człowieka!Ciało leśniczego zaczyna nagle tonąć w rozmokłej ziemi. Po chwili znika. Ojciec milczy, patrząc na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą leżało ciało zamordowanego.
OJCIEC
Nikogo nie zabiłeś.SYN
Co?OJCIEC
Nikogo nie zabiłeś. Zobacz. Nie ma ciała.Syn spogląda z niedowierzaniem na wskazane przez ojca miejsce. Rzeczywiście nie widzi tam ciała.
SYN
Jak to? Zniknął? A może uciekł? Przecież to niemożliwe. Sam widziałeś, że go zabiłem.OJCIEC
A widzisz gdzieś ciało? W ogóle go tu nie było. Chodź do domu.SYN
Jak to nie było? Przecież jest samochód.Spoglądają w miejsce, gdzie stoi samochód. Nagle widzą, że maszyna zaczyna się zapadać.
OJCIEC
Widzisz to co ja? Ale jaja! Ziemia tak namokła, że samochód wciąga! Tego jeszcze nie było! Las pomaga nam w zatarciu śladów! Chodź, lepiej wracajmy do domu.Ojciec śmieje się i zadowolony pochyla się po piłę. Sięga po nią, gdy nagle ta zanurza się w ziemię. Ojciec łapie piłę i wtedy jego ręka wsiąka w rozmokły grunt.
OJCIEC
Pomóż mi, nie mogę wyjąć ręki.Syn podchodzi, rzuca siekierę i chwyta ojca za ramię.
OJCIEC
Pospiesz się, wciąga mnie!Syn próbuje wyciągnąć ojca, ale ten zbyt szybko zanurza się w ziemię. W końcu chłopak puszcza ojca, który tonie w ziemi jak w bagnie. Syn zszokowany wpatruje się w miejsce, gdzie przed chwilą był jego ojciec. Wstaje i rozgląda się. Nie wierzy własnym oczom: jest w środku lasu.
SYN
Co jest? Gdzie…?Otaczają go drzewa, które zdają się wolno przybliżać do niego. Chłopak cofa się, obraca, chce uciekać, ale przed sobą widzi tylko dziwnie powykręcane drzewa, których wijące się pnie i gałęzie formują postacie splecione z grubszych i chudszych gałęzi. Wydaje mu się, że wśród poplątanych konarów widzi twarz ojca. Chłopak chce iść w przeciwnym kierunku, ale tu też spotyka same uplecione z gałęzi postacie. Znowu się obraca i wtedy staje twarzą w twarz z ukrytą, przebijającą się przez korę martwą twarzą leśniczego, który nagle otwiera mętne, niewidzące oczy. Nastaje zupełna ciemność. Słychać tylko TRZASK gruchotanych kości oraz DARCIE rozrywanego ciała.
PLENER. LAS - NOC
Drzewa jedno po drugim zaczynają się kołysać. Słychać uderzenia siekiery i widać dwa ciemne kontury pracujące przy drodze. Nagle snop światła przeszywa ciemność, ukazując pracujące gorączkowo postacie, które przerywają pracę i z przerażeniem, jak w transie, wpatrują się w nadjeżdżający bezszelestnie samochód, cały pokryty błotem. Samochód zatrzymuje się i światła gasną. Zapada całkowita ciemność i nastaje kompletna cisza, przerywana po chwili krótkim wrzaskiem i następującym po nim gruchotem łamanych kości. Echo niesie przeszywający hałas rozszarpywanych ciał.