polskihorror.pl

 

strona główna

 

Dominika Pupka - Strach

Short-story wyróżniony w konkursie DANSE MACABRE

 

- Idź już spać.

- Jeszcze tylko skończę rozdział!

- W porządku, ale potem od razu do łóżka. Dobranoc kochanie! –powiedziała kobieta, całując w policzek dziesięcioletnią dziewczynkę.

- Dobranoc, mamo.

„W powietrzu unosił się duszny, kwiatowy zapach. Księżyc świecił jasno, światło wpadało do pokoju. Za oknem majaczyła mgła, cienie przesuwały się bezszelestnie. Cała wioska zamarła. Wiedzieli –już się zaczęło. Jak co roku. W każdym domu okna zostały zablokowane niezwykle starannie, w każdym domu rodziny skupiały się razem wokół kominków i wpatrywały w ogień, nasłuchując. Szczekanie stawało się coraz głośniejsze. Nikt, kto został na zewnątrz, nie był bezpieczny. Niektóre rodziny w ostatnim momencie zamykały drzwi za wracającymi z lasu krewnymi. Szybciej, szybciej, krzyczeli wszyscy. Pośpieszcie się, pośpieszcie się …”

Lizzy wiedziała, że zanim zacznie czytać dalej, musi koniecznie zrobić coś jeszcze. Podeszła do balkonu i starannie zamknęła drzwi, napierając z całej siły swoim trzydziestokilowym ciałem. Nauczona doświadczeniem, sprawdziła także okna i zasłoniła je firanką.

- Mamo! Tato! Okna! Zamknijcie okna! –zawołała. Odpowiedź z dołu do niej nie dotarła, tak więc zeszła schodami, trzymając w ręce szklankę wody i powoli popijając. Nigdzie jej się nie śpieszyło. Miała czas.

- Mamo! Mamooo! –powtórzyła, krzycząc.

- Tak, kochanie?

- Zamknijcie okna. W całym domu robi się zimno.

- Ubierz cieplejszą piżamkę, kochanie.

Czemu one nigdy nie słuchają?, pomyślała zirytowana dziewczynka. Spojrzenie jej zielonych oczu na chwilę rozbłysło.

- Mamo, proszę, zamknij okna.

- W porządku –powiedziała kobieta i powoli się przeciągając, odcięła dopływ powietrza jednym ruchem klamki.

- Ale wszystkie, dobrze, mamo?

- W porządku –odparła kobieta znudzonym głosem –W porządku. Idź już spać.

Dziewczynka wróciła na górę, wygodnie ułożyła się na łóżku i kontynuowała czytanie.

„Kiedy drzwi były już zamknięte, rodzina zgromadzona wokół kominka, wszyscy zaparzyli sobie herbatę lub kawę i dalej rozmawiali, wpatrując się w ogień. Niech każdy weźmie sobie coś ciepłego do picia, krzyczeli ludzie, bo oni boją się ciepła. Oni nienawidzą ciepła. Ciepło ich zabija.
Wtedy też najstarszy w grupie rozpoczynał swoją opowieść. Oni nie pierwszy raz przychodzili do wioski. Chociaż, kiedyś bywali tu częściej. Póki ludzie nie nauczyli się, jak z nimi postępować, liczba ofiar była potężna. Oni występowali pod postacią szczególną. Strachu. Rozchodzili się w powietrzu, by kumulować nad ofiarą. Przyjmowali postacie najgorszych koszmarów każdego człowieka, wykańczali psychicznie, by cieszyć się zapachem przerażenia. Mordowali na odległość, nie brudzili swych widmowych rąk zwykłym zabijaniem. Byli bardziej wyrafinowani. Ich ofiary cierpiały tak, jak w najgorszych snach. Jedna różnica była istotna –ci ludzie ginęli naprawdę. To nie były sny, to nie były koszmary, to był strach całego życia skumulowany w jednym hauście powietrza. Przerażenie, które wdychali, rozchodziło się po całym ciele. Ci, których nie zabiło krążąc w ich żyłach, popełniali samobójstwo, gdy tylko strach zaczynał wbijać się w mózg. Morderców wykańczały ich własne ofiary, pojawiając się przed ich oczyma. Grzeszników zabijały ich grzechy, a ludzi niewinnych zjadały ich dzieci, matki, żony, ojcowie; samotni ginęli wgryzając się we własne dłonie lub zapamiętale wydrapując sobie oczy i wyciągając zębami paznokcie.

Ludzie z trwogą patrzyli przez okna, starając się dojrzeć cokolwiek przez przysłonięte szyby. Miejscami, tam, gdzie nie były one przykryte grubymi kotarami, przebijało światło księżyca. Za oknami przewijały się cienie. Z początku oddalone, stawały się coraz bliższe. Głośniejszy stawał się także szum, wydawał się ciągle zbliżać.”

- Mamo! –krzyknęła Lizzy.

- Tak, kochanie? –głos kobiety wydawał się coraz bardziej poirytowany.

Dziewczynka westchnęła i szybko zbiegła schodami w dół, a zeskakując z ostatniego stopnia krzyknęła:

-Napijmy się razem kakao!

- Tato już śpi.

- To obudź tatę, proszę. –tym razem to dziewczynka wydawała się poirytowana. Zerknęła kątem oka na okna. Chociaż niebo było bezchmurne, pogoda była jakby burzowa. Coraz głośniejszy szum zbliżał się i zbliżał, gałęzie uderzały o szyby. Hałas nie ustawał, a cienie zdawały się podchodzić do okna. Już nie wydawały się majaczyć w oddali. Już nie wydawały się nieśmiało ocierać o szyby. Chciały wejść do środka.

Lizzy spojrzała na nie lekko poirytowanym wzrokiem i powiedziała:

- Ja tam się napiję –oznajmił dziewczynka stanowczo i ruszyła do czajnika. Kiedy woda się gotowała, dziewczynka siedziała na stole, machała nogami i wpatrywała się w ścianę pustym wzrokiem. Cienie przestały się poruszać, szum już się nie zbliżał. I wiedziała, że póki nie wróci na górę i nie zacznie czytać kolejnej strony, nic się nie wydarzy. Zawsze to samo, pomyślała. Są tacy przewidywalni, są tacy nudni. Nic nie zrobią samemu, zawsze ten sam scenariusz. Jak dzieci, westchnęła, uśmiechając się.

- Na pewno nikt się nie napije? –spytała jeszcze raz. –Czegoś ciepłego –dodała ciszej. Jej słowa trafiły w pustkę, matka tyko przewróciła oczami.
Lizzy wzruszyła ramionami. Nigdy mnie nie słuchają, pomyślała. I co z tego, dodała w myślach z uśmiechem. Nie oni pierwsi, nie oni ostatni. Ale zawsze daję szansę. Powoli wróciła na górę. Zabawa musi trwać długo.

„Cienie znajdowały otwarte okna w całej wiosce. Niektórzy, nienauczeni doświadczeniem, nie pozamykali okienek od piwnicy albo nie zablokowali drzwiczek dla psów. Ci, którzy mimo otwartych okien napalili w kominkach, mogli czuć się bezpiecznie. Cóż, w każdym razie bezpieczniej niż ci, którzy tego nie zrobili. Przynajmniej byli drudzy w kolejności.

Potem wszystko działo się bardzo szybko. Szyby pękały, gdy oni wpełzali przez niedomknięte okna. Ludzie tłoczyli się pod ścianami. Po chwili dosięgały ich własne, najgorsze koszmary. Dosięgały ich widmowe dzieci, matki, kochankowie. Pożerały ich własne grzechy. Z zewnątrz widać było tylko ciała skręcone w przedziwnym tańcu strachu. Ale ci ludzie widzieli –widzieli ich i marzyli o szybkiej śmierci. Zresztą, to było przedstawienie bez widowni. Publiczność ginęła razem z aktorami. ”

Lizzy zeszła do połowy schodów i wyjrzała na dół. Mężczyzna leżał na kanapie, a widmowa kochanka zrywała z niego skórę, która odchodziła długimi płatami - niczym taśma klejąca, pomyślała dziewczynka z zaciekawieniem. Kobiecie łzy płynęły po twarzy, zmywając białą maseczkę, którą zrobiła sobie na wieczór. Tacy cierpią najgorzej, pomyślała dziewczynka, psychicznie. Wróciła na górę.

„Cierpienia psychiczne nie równały się tym fizycznym. Ludzie, w których umysły odmawiały posłuszeństwa z powodu bólu psychicznego, marzyli o bólu fizycznym, choćby najstraszniejszym. Marzyli o torturach tak przerażających, jak tylko można sobie wyobrazić. Chcieli umierać jak ludzie, nieopętani tą obrzydliwą mocą, która nimi zawładnęła, okrutnie zostawiając część świadomości, by mogli obserwować upadek własnego człowieczeństwa, śmierć własnej osoby w trójwymiarowym kinie. Nie chcieli oddawać swojej duszy, chcieli, żeby ich bolały nogi, ręce, wnętrzności, wszystko, byle tylko nie dusza. A ci, którzy dostąpili tego zaszczytu, których cierpienia miały wymiar wyłącznie fizyczny, marzyli o odzyskaniu władzy nad utraconymi rękoma, nad…"

Dziewczynka uśmiechnęła się, słysząc krzyki dochodzące niższego piętra. Uśmiechała się tak, dopóty nie zasnęła kojącym snem, w którym kołysanką były krzyki umierających.

***

- Patrzcie, jaka słodka. Spójrzcie na te loczki, jak aniołek. I śliczne oczka, zielone jak wiosenna trawa.

- Oj, cicho, bo ją obudzisz. Dajmy jej pospać. Biedaczka swoje już przeżyła.

- Że też taki koszmar spotyka ją po raz kolejny. To już trzecia rodzina, u której nie ma spokoju. To, co się stało tutaj, po prostu obrzydliwe. Tak myślałam, ta kobieta wyglądała na psychiczną! Ale oni mówili, że sprawdzają wszystkie rodziny!

– Nie wyglądała na taką, która może kogoś zabić. A już tym bardziej nie torturować! Obrzydliwe.

- Kochana, najwyraźniej nie mogła znieść wyrzutów sumienia, dlatego się powiesiła. Swoje już nagrzeszyła.

- Słyszałam, że wygryzła sobie paznokcie u rąk, ohydne.

- Chodźmy stąd, bo się obudzi. Znajdziemy jej jakąś spokojną rodzinę.

- Na pewno, taki aniołek zasługuje na normalny dom.

- Masz rację, kochana, masz rację. Zobacz, jak ściska tę książeczkę.

Kiedy kobieta pochyliła się nad dziewczynką, by zabrać jej przedmiot, który ta przyciskała mocno do piersi, jej dłoń poruszyła się niespokojnie.

- Niech śpi, uważaj, bo ją obudzisz. Chodźmy już. Dobranoc, aniołku.

Po ich wyjściu Lizzy ponownie rozpoczęła lekturę…

 

 

strona główna